…Twoja uważność na innych jest odwrotnie proporcjonalna do uważności na siebie.
Nikt nie pytał, ile Cię to kosztuje, gdy nikt nie patrzy. Środowisko widziało zaradność, elastyczność, umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji. Ty wiesz, że to nie elastyczność. Wiesz, że to wieloletnia, systematyczna rezygnacja z własnych potrzeb, podniesiona do rangi codziennej praktyki.
Maskowanie ma jeszcze jedną właściwość, o której rzadko się mówi w kontekście ADHD. Ono nie tylko ukrywa trudności przed innymi. Ono ukrywa je przed tobą samym. Kiedy przez lata automatycznie redagujesz swoje reakcje, potrzeby i emocje zanim zdążą wybrzmieć, zaczynasz tracić dostęp do własnego wewnętrznego życia. Nie wiesz, co czujesz, dopóki ktoś nie zapyta.
Jest w tym pewna precyzja, którą warto zatrzymać się i rozważyć. Maskowanie w ADHD nie polega na kłamstwie ani na graniu roli, która jest zupełnie obca. Polega na tym, że systematycznie wybierasz wersję siebie bezpieczniejszą, spokojniejszą, mniej wymagającą, mniej zauważalną. Robisz to tak długo i tak sprawnie, że otoczenie przestaje widzieć, iż to w ogóle wybór. A ty sam, sama zaczynasz tracić pamięć o tym, że cokolwiek wybierasz. Najtrudniej w ADHD bywa nie z objawami. Najtrudniej bywa z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że nie wolno ci ich pokazać. Że twoje zmęczenie jest przesadą. Że twoje potrzeby są ciężarem. Że jeśli pozwolisz sobie na bycie sobą, ludzie odejdą. Im lepiej maskujesz, tym trudniej wytłumaczyć innym, dlaczego czujesz wyczerpanie, bo z zewnątrz wyglądasz jak ktoś, kto doskonale sobie radzi. A im trudniej wytłumaczyć, tym bardziej zostajesz z tym sam, sama.
Maskowanie to zgoda na to, by inni mieli z tobą łatwiej, nawet jeśli oznacza to, że ty masz ze sobą coraz trudniej. Trudno odkryć własne potrzeby, jeśli całe życie ćwiczysz bycie wygodnym dla innych. Jeśli przez lata cały wysiłek szedł w dostosowanie, w pewnym momencie przestajesz odróżniać, co jest maską, a co tobą. Praca z maskowaniem nie polega na tym, żeby przestać się dopasowywać. Polega na tym, żeby dopasowywanie przestało być jedyną strategią, jaką znasz. Żebyś obok sprawności, elastyczności i zaradności miał też coś prostszego i trudniejszego jednocześnie: zdolność do powiedzenia, że coś jest dla ciebie za dużo, za szybko, za głośno, i żeby to zdanie nie wymagało od razu tłumaczenia się ani przeprosin.
Najtrudniejszy moment w wychodzeniu z maskowania to ten, w którym po raz pierwszy pozwalasz sobie nie robić dobrego wrażenia. Nie dlatego, że nagle stajesz się odważny. Dlatego, że w pewnym momencie koszt dalszego ukrywania trudności staje się wyższy niż koszt akceptacji. Jest to moment, którego nie da się zaplanować. Można się do niego jednak zbliżać. Powoli, w warunkach, które na to pozwalają.
Jest też coś, o czym rzadko mówi się wprost. Zdjęcie maski nie jest końcem trudności. Jest początkiem czegoś znacznie bardziej wartościowego: kontaktu z własnym doświadczeniem bez natychmiastowej potrzeby korygowania go, tłumaczenia się z niego albo przepraszania za nie. To nie jest cel, który osiąga się jedną rozmową. Ale każda rozmowa, w której możesz być sobą bez redagowania, przybliża cię do życia, które nie wyczerpuje cię samą tylko koniecznością bycia w nim obecnym.
Znam ten mechanizm z setek rozmów z ludźmi, którzy przez lata słyszeli, że są za wrażliwi, za mało zdyscyplinowani, za trudni. Widzę, kiedy za sprawnym, elastycznym, zawsze dostępnym człowiekiem kryje się ktoś, kto od lat nie zadał sobie najprostszego pytania: czego ja właściwie chcę i potrzebuję. Wiem, jak wygląda ADHD, gdy jest dobrze zamaskowane. Wiem też, co się dzieje, gdy ta maska zaczyna kosztować więcej, niż człowiek jest w stanie zapłacić. Nie pracuję z objawami. Pracuję z mechanizmem, który za nimi stoi, z historią, która go ukształtowała, i z przekonaniami, które każą ci wierzyć, że twoje trudności są dowodem słabości, a nie efektem lat funkcjonowania w środowisku, które nie rozumiało.
Osoby, z którymi pracuję, często mówią na początku, że nie wiedzą, czego oczekują od konsultacji. To jest bardzo uczciwa odpowiedź i bardzo charakterystyczna dla kogoś, kto przez lata ćwiczył spełnianie oczekiwań innych, a nie formułowanie własnych. Dlatego pierwsza rozmowa nie zaczyna się od celów ani od planów. Zaczyna się od miejsca, w którym jesteś, bez oceniania, czy powinieneś być gdzie indziej.
Leave a comment